Łączna liczba wyświetleń

piątek, 10 kwietnia 2015

~1~

Firanki lekko kołysały się przez ruch powietrza, który wpadał do nagrzanego pomieszczenia, promienie słońca bladły na białych ścianach, a niebo odbijało się w filiżankach, które stały na koronkowym obrusie. Było tak ciepło, jak nigdy. W sumie.. to czego można było się spodziewać po początku lipca, do tego jeszcze doszło (jak to niektórzy twierdzą) globalne ocieplenie. Ciszę, jaka panowała wokół mnie przerywały dzwonki od rowerów, których używali ludzie akurat przejeżdżając obok naszego domku i śpiew ptaków. Pomimo tego lubiłam okolicę w jakiej mieszkaliśmy. Obrzeża Klingenthal- nic lepszego nie byłam w stanie sobie wyobrazić w tym momencie. Niedaleko skocznia, na której pracował mój tata, a swoją drogą to wrażenie sprawiała niesamowite. W tym miejscu nie mieszkało wiele osób, w porównaniu do centrum; ,,Cholera"- pomyślałam, kiedy kawałek waniliowego loda z mojej łyżki upadł prosto na nowo kupioną gazetę. Odruchowo moje ciało drgnęło, a ja bez zastanowienia przetarłam ręką plamę.
-Heidi!- usłyszałam głos brata, który wchodząc do pomieszczenia, rzucił bluzę prosto na mnie.
-Matthias!?- odparłam, unosząc głos. Z niedowierzaniem wskazałam na bluzę, która leżała na kanapie. Mrugnęłam do niego ironicznie i niesfornie się zaśmiałam.
-Tak, tak już biorę, sory- burknął mój brat, szybko ściągając ją z moich nóg- co ty tu jeszcze robisz?- kontynuował, charakterystycznie rozkładając ręce. Uniosłam brwi, zastanawiając się czy właściwie powinno go to interesować i czy powinnam mu odpowiedzieć.
-Leżę- odpowiedziałam, wlepiając wzrok w kolejne strony gazety. Miałam świadomość, że ta odpowiedź go nie usatysfakcjonowała i czekał, aż powiem coś więcej. Na dobrą sprawę pewnie znał powód, jednak coś go zmusiło, by wykazać zainteresowanie na temat mojej osoby. Siedziałam w domu, ponieważ nie miałam pojęcia co mogłabym robić poza nim. Pomimo tego, że był początek wakacji nie miałam z kim się spotkać, zresztą było tak zawsze. Nie lubiłam na dłuższą metę towarzystwa ludzi, zwłaszcza w podobnym wieku. Rodzice zastanawiali się jak to możliwe, nawet ja sama do końca tego nie rozumiałam, ale coś mnie hamowało przed tym wszystkim. Miałam jedną przyjaciółkę- Magdalenę, która po ukończeniu gimnazjum wyjechała do Salzburga i poniekąd nasze drogi się rozeszły. Nie słyszałam jej głosu od trzech lat, o widoku jej twarzy już nie wspomnę. Jeżeli można to tak nazwać, to nastąpiło ciche zakończenie naszej przyjaźni z przyczyn niezależnych od nas- trudno, bywa i tak.
-Wyjdź chociaż przed dom, marnujesz dzień- dokończył, po tym jak napił się trochę mleka z miodem z mojej szklanki. Nie miałam ochoty już mu odpowiadać, zresztą byłam prawie pewna, że mnie nie przekona. Otworzyłam szerzej oczy i spojrzałam w jego miodowe tęczówki.
-A tam nie będę marnowała?- powiedziałam sarkastycznie, zsuwając z siebie nagrzany koc.
-Mniej..- szepnął Matthias, cicho się śmiejąc pod nosem- Wiesz co, chodźmy chociaż w stronę skoczni, przejdziemy się, a ty ruszysz tyłek z tej kanapy- kontynuował mój brat, nie przestając się śmiać. Miał taki charakterystyczny śmiech, jestem pewna, że rozpoznałabym go w tłumie ludzi. Samą swoją postawą poprawił mi znacznie humor. Leniwie podniosłam się z ciepłej kanapy i poprawiłam rozciągniętą, granatową bluzę.
-Wyglądasz strasznie- dodał Matthias, puszczając do mnie oczko. Popchnęłam go i się uśmiechnęłam. Matthias był ode mnie starszy o trzy lata, jednak był praktycznie jedyną osobą, z którą byłam w stanie jakoś porozmawiać. Zresztą od małego rozumiałam się z nim jak z nikim innym. Przecież to mu wyżalam się wieczorami, kiedy jest już naprawdę źle, a kiedy jest dobrze to śmiejemy się podczas oglądania razem filmów. W sumie oglądamy filmy codziennie, można powiedzieć, że jest to nasze jedno z wielu hobby. Matthias był wysokim brunetem o oryginalnym, miodowym kolorze oczu. Był wysportowany, ze względu na to, że często chodził na siłownie, a prócz tego trenował biegi narciarskie, w przeciwieństwie do mnie. Ja znacznie bardziej od sportu, wolałam przeleżeć całe dnie przed telewizorem, możliwe że byłam leniwa.
Słońce raziło mnie nawet przez ciemne, lustrzane okulary, a jego promienie czułam na odkrytych ramionach. Brat lekko mnie szturchnął, a ja odwdzięczyłam się tym samym.
-I co ładnie, prawda?- zapytał mnie, spoglądając na perfekcyjnie czyste niebo. Chwyciłam go pod rękę i naśladowałam go.
-No ładnie, ładnie- odparłam po chwili, kładąc głowę na jego ramieniu. Z domu na skocznię szło się dwadzieścia minut normalnym, spokojnym krokiem. Kiedyś bywałam tam często. Głównie przez pracę taty i treningi Matthiasa. tak, mój brat kilka lat temu trenował skoki w miejscowym klubie, jednak przez kilka dosyć poważnych wypadków rodzice woleli by zrezygnował, a on nie zaprzeczał na tyle, by pozostać przy tym sporcie. Teraz, kiedy Matthias ,,przerzucił" się na biegówki, częściej bywam na specjalnie do tego przeznaczonym ,,stadionie", a w okolice skoczni przychodzę tylko, kiedy za dnia mam jakiś interes do taty.
-Nareszcie wakacje, co Heidi- po chwilowej ciszy odezwał się Matthias, poprawiając full- cap, który miał na głowie. Spojrzałam w jego stronę z uśmiechem na twarzy.
-Czy ja wiem- odparłam ironicznie, chowając dłonie do kieszeni w bezrękawniku.
-Nawet nie żartuj- parsknął Matthias, znowu się śmiejąc. Odwróciłam wzrok w drugą stronę i zareagowałam tym samym. Markus miał na tyle szczęście, że skończył szkołę kilka, niedługich lat temu, ale w wolnym czasie studiował, a ja? Uczyłam się w jednej z licealnych szkół w Klingenthal i szczerze to szło mi tak średnio, gdybym miała chociaż troszkę motywacji mogłabym dostawać same dobre oceny, jednak tej motywacji brakowało- Uff.. całe szczęście, że był to mój ostatni rok w szkole.
-Co u Emmy?- zapytałam brata, unosząc głowę w górę. Niestety taka była konieczność, ponieważ mój brat, który miał trochę ponad metr dziewięćdziesiąt, był ode mnie wyższy prawie dwie głowy.
-Bez zmian, pewnie przyjdzie do nas dzisiaj- odparł, uśmiechając się nieśmiało. Doszliśmy na skocznię szybciej, niż mogłam się tego spodziewać. Na  Vogtland Arenie trenowali skoczkowie, zresztą nic dziwnego, tutaj prawie przez całe dnie się coś działo. Podeszliśmy z bratem na trybuny i usiedliśmy, by chwilę pooglądać. Co jakiś czas widziałam tatę, który zajmował się sprawami technicznymi na skoczni. Mój tata był jednym z głównych kierowników tego obiektu. Podczas zawodów- wszystko bacznie obserwował w strefie vipowskiej, a w taki dzień, jaki był między innymi dzisiaj zajmował się skocznią bardziej od strony technicznej. Swoją drogą i mnie od zawsze interesował ten sport. Podziwiałam ich głównie za odwagę jaką się odznaczali, za wyczucie i oddanie temu sportowi. Zastanawiałam się jak oni to robią, że wyglądają tak idealnie w locie. Przecież wystarczy niewielki błąd, by oddać się tylko życzliwości losu- wiele osób się o tym przekonało.
-Tęsknisz za tym?- zapytałam Matthiasa, który nie odrywał wzroku od skoczni.
-Jak za niczym innym- odpowiedział, dopiero chwili odwracając się w moją stronę. Wypuściłam szybko powietrze z ust i położyłam głowę na jego ramieniu.
-Czemu do tego nie wrócisz?- zapytałam, nawet dłużej się nad tym nie zastanawiając.
-Wiem, że teraz już bym się tutaj nie odnalazł- odparł, podpierając twarz dłońmi- za długo nie trenowałem, by teraz móc się liczyć w tym sporcie, niestety- skończył chowając oczy za szybkami okularów. Wiedziałam, że bardzo mu tego brakuje, swoją drogą, kiedy trenował to był jednym z najlepszych w swojej kategorii.
-Poczekasz chwilkę?- zapytał mnie, odwracając się do tyłu. Wiedziałam od razu o co chodzi, za trybunami stali Andreas Wellinger i Markus Eisenbichler, Kiedyś bardzo się przyjaźnili, jednak kiedy Matthias skończył ze skokami ich drogi nieco się rozeszły. Brat szybko podniósł się z siedzenia, naciągając bluzę na jeansowe spodnie i zbiegł w ich stronę. Kątem oka ich widziałam, jednak starałam się skupić na skokach. W tym momencie byłam mu wdzięczna, że mnie wyciągnął z domu i w ogóle udało mu się mnie namówić bym wyszła z mieszkania, a to w moim przypadku nie było łatwe. Nie mogłam oderwać od tego wszystkiego oczu, nic dawno nie wywarło na mnie tak ogromnego wrażenia.